|
Bieżący rok bez wątpienia przyniesie drobnym detalistom szereg negatywnych zmian, które mogą skłonić ich do poszukiwania alternatywnych źródeł oszczędności i dochodu. Przede wszystkim oczekiwane są znaczne podwyżki cen żywności, co odbije się mocno przede wszystkim na małych placówkach, które nie są w stanie konkurować cenowo z hipermarketami oraz silnymi sieciami handlowymi. Oficjalnie Instytut Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej informuje, że spodziewany wzrost cen żywności wyniesie w tym roku około 4-5 proc., jednak na podstawie wieloletniego doświadczenia w działaniu na rynku spożywczym w Polsce mogę stwierdzić, że predykcje te mogą być znacznie zaniżone - komentuje Łukasz Gajewski, prezes Target BPO, firmy specjalizującej się w outsourcingu sprzedaży.
Początek tego roku przyniósł także kilka innych istotnych zmian, które po raz kolejny uderzą we właścicieli drobnych placówek detalicznych. Od 1 stycznia wzrosła stawka podatku VAT na wiele produktów. Jest wprawdzie część asortymentu, za sprzedaż której trzeba będzie państwu zapłacić mniej, podwyżki dotyczą jednak przede wszystkim tych produktów, które sklepikarze sprzedają z wyższą marżą np. słodyczy. Na tym jednak nie koniec wzrostu obciążeń. Dla przedsiębiorców ważne są także zmiany w wysokości minimalnego wynagrodzenia za pracę, które jest w tym roku wyższe o 5,2 proc. w stosunku do roku poprzedniego. Także wzrost cen usług transportowych, spowodowanych zwłaszcza zmianami ceny benzyny, która zbliża się do kwoty 5 zł za litr, może stać się sporym obciążeniem dla drobnych sprzedawców detalicznych. Jeśli dodać do tego podwyżki cen energii elektrycznej i innych mediów, prognozy dotyczące zysków ze sprzedaży nie są optymistyczne.
Małe sklepy najdotkliwiej odczują podwyżki cen i opłat. - Konkurując z hipermarketami mniejsze sklepy pracują na małych marżach. Nie będą mogły pozwolić sobie na pokrycie kosztów podwyżek, jak zapewne początkowo zrobią hipermarkety. Spowoduje to wzrost cen, co dodatkowo zmniejszy atrakcyjność małych placówek. Pojawia się więc pokusa, aby obejść prawo i uchronić się przed utratą zysków czy wręcz całego biznesu - tłumaczy Łukasz Gajewski.
Sprzyja temu również psychologiczna i ekonomiczna presja otoczenia biznesowego. Gdy konkurencja zaczyna uciekać się do stosowania nieuczciwych zabiegów, zyskując przy tym przewagę, uczciwie prosperujący przedsiębiorca jest narażony na straty. Chcąc uchronić się przed wypadnięciem z rynku może być zmuszony, by pójść w ślady swoich rywali.
Po licznych kontrolach w 2010 roku zmniejszyła się skala szarej strefy w handlu, jednak obecna sytuacja na rynku może zmusić detalistów do większego ryzyka i powrotu do dawnych praktyk. Część stosowanych zabiegów może wiązać się bezpośrednio z unikaniem płacenia podatków.
- W bezpośrednich rozmowach wielu sklepikarzy daje do zrozumienia, że boi się o przyszłość swojego biznesu, a 2011 rok zapowiada się wyjątkowo pesymistycznie - mówi Łukasz Gajewski. - Nikt nie przyznaje się oficjalnie do obchodzenia prawa, ale sprawne oko może dostrzec pierwsze oznaki zmian. Mniejsza otwartość w rozmowach o finansach, ukryte na zapleczu nieoznakowane partie towaru, niewykładanie opakowań gratisowych na półki, to drobne elementy, które sugerują, że właściciel sklepu może poszukiwać alternatywnych metod ratowania swojego biznesu - dodaje.
Źródło: portalspozywczy.pl
|